Z naszej poprzedniej imprezy, a propos policji:)
http://www.youtube.com/watch?v=HaO6pB7BD5A
poniedziałek, 16 lutego 2009
Ice-swimming
Stwierdziłem, że wypada coś napisać przed moją krótką wycieczką do Polski. Tutaj jest tak fajnie, że aż nie chce mi się wracać, chociaż tu też czekają mnie niesamowite przeżycia i intensywny tydzień, ale również trudne decyzje. Może dlatego moje przygotowania do wyjazdu jeszcze się nie zaczęły, a powinny, zwłaszcza zważywszy na to, że jutro mam wykłady od 12 do 18. Może, aby trochę się odprężyć dziś zaprosiłem znajomych na wspólne robienie naleśników, a wcześniej byłem na ice-swimming. To taka typowo "fińska" rozrywka, tzn. wskakuje się do wyrąbanej w jeziorze przerębli (takiej większej, nasza była może 3x5 metrów, płynie kawałeczek, a potem idzie do sauny. Jak już się nagrzeje odpowiednio to wraca się do jeziorka i powtarza cały cykl. Jest to niesamowite uczucie, bardzo przyjemne (sauna sama w sobie nie jest aż tak fajna) i mógłbym tak siedzieć godzinami:) Poza tym wczoraj jedliśmy spaghetti u belgijek (wspólne weekendowe posiłki stały się już chyba tradycją, aż żal mi opuszczać następne:(), a potem wybrałem się na walentynkową imprezę w mieszkaniach. Dziwnym trafem tym razem nie było policji (poprzednio nagrali naszą imprezę, która była w jakiejś ichniejszej "interwencji" czy czymś takim), ale impreza była średnia (zwłaszcza w porównaniu ze środową, czwartkową i piątkową). Będzie mi tego brakować przez tydzień w Polsce. Na razie mnie przeraża góra naczyń w zlewie i jutrzejsze zajęcia:)
wtorek, 10 lutego 2009
Erasmus life
Moje życie ustabilizowało się tu i ułożyło w miarę regularny rytm, dlatego nic nie piszę. Codziennie wieczorem hokej/łyżwy, środa, czwartek i piątek impreza, w sobotę narty, a w niedzielę obiadki narodowe. Poza tym kilka wykładów, w wolnym czasie trochę sobie czytam, czasami napiszę jakiś esej. W każdym bądź razie w sobotę byłem na nartach swój drugi raz, tym razem zaliczyłem kilka bardziej efektownych upadków ;), ale i jazda była już znacznie lepsza. W niedzielę "finnish dinner", wbrew obawom Janne z Juho się postarali i jedzenie było naprawdę dobre, choć nie tak dużo jak u Francuzek tydzień wcześniej. Niedługo zaczyna się kolejka ponownie, a już ustaliliśmy że po moim powrocie z Polski to my z Tomkiem organizujemy "polish dinner". Poprzednio wszystko zrobiła Natalia, więc mam nadzieję że się nie skompromitujemy, zwłaszcza, że przywiozę trochę gotowych produktów. Jutro egzamin z fińskiego, niestety zupełnie nie wiem, czego się spodziewać, bo kobieta nie chciała nam dać żadnych wskazówek, dotyczących formy testu, a potem "pożegnanie Marie" - Francuzki która wraca do siebie na 3 tygodnie. W czwartek karaoke, a w piątek znowu jakieś urodziny (tu wygląda to tak, że na urodzinach jest średnio 100 osób i często nawet się za dobrze nie zna jubilata;)). Tym razem chyba narty w sobotę sobie odpuszczę ze względu na to, że chciałbym jak najwięcej rzeczy zrobić jeszcze przed wyjazdem, a poza tym muszę zrobić jakieś zakupy;). Generalnie życie ma swój rytm, co oczywiście nie oznacza, że jest nudno.
środa, 4 lutego 2009
Mój pierwszy raz na nartach:)
Ostatnio mało piszę strasznie, co nie znaczy że nic się nie dzieje. Po prostu skupiam się na innych rzeczach (w zeszłym tygodniu imprezy, w tym troszeczkę zacząłem się uczyć). W sobotę byliśmy ze znajomymi na nartach w Parku Narodowym Koli (przepiękne miejsce ok. godzinę drogi od Joensuu). Park ten jest trochę pagórkowaty, a ze wzgórz, z których zjeżdżaliśmy roztacza się przepiękny widok na jezioro Pielinen (czwarte co do wielkości jezioro w Finlandii). Niesamowicie wygląda ono szczególnie teraz, gdy jest zamarznięte i przykryte śniegiem. Co ciekawe lód na nim jest na tyle gruby, że widzieliśmy samochody jeżdżące po zamarzniętym jeziorze i nic nie pękało:)
Na szczęście w czasie nauki jazdy na nartach za bardzo się nie poobijałem, choć oczywiście zaliczyłem kilka upadków. Bardziej dokuczliwy był dwudziestostopniowy mróz, który nie przeszkodził nam jednak zjeżdżać cały dzień:). Niestety po powrocie do domu miałem siłę już tylko położyć się do łóżka i zagrzać:P. Niemniej wyjazd zaliczam do udanych, w tą sobotę znowu się tam wybieram, pod koniec dnia bowiem moje umiejętności zjazdowe pozwalały już czerpać z tego sportu dużo przyjemności:)
Poza tym w niedzielę Francuzki przygotowały dla nas "french dinner". Nie wiem, czy już o tym pisałem, ale naszą świecką tradycją stały się obiadki organizowane w niedzielę przez przedstawicieli każdej narodowości. Na początku Niemki zorganizowały "german dinner" z piwem i kiełbaskami, potem my (właściwie nasza koleżanka - Natalia) zorganizowała "polish dinner" z polską wódką i schabowymi, a w najbliższą niedzielę odbędzie się "finnish dinner" - spodziewam się picia wódki w saunie, ze względu na to, że nie posądzam Janne i Juho - naszych tutorów - o specjalne umiejętności kulinarne. Ale zobaczymy, pozory mylą... Wracając do tematu - dawno nie jadłem tylu dobrych rzeczy, co na obiadku u Francuzek - najpierw sałatki, potem tarty i naleśniki. Po prostu wszyscy byliśmy pod ogromnym wrażeniem, zarówno ilości potraw, jak i ich smaku.
Po weekendzie jak już pisałem, zacząłem się troszkę uczyć i nic szczególnego się nie działo. W ogóle trochę taki "martwy" tydzień ze względu na to, że większość naszej grupy uczy się do egzaminów w piątek. Niemniej myślę, że dzisiaj w końcu wyjdzie jakaś impreza - w końcu jesteśmy na wakacjach:)
Na szczęście w czasie nauki jazdy na nartach za bardzo się nie poobijałem, choć oczywiście zaliczyłem kilka upadków. Bardziej dokuczliwy był dwudziestostopniowy mróz, który nie przeszkodził nam jednak zjeżdżać cały dzień:). Niestety po powrocie do domu miałem siłę już tylko położyć się do łóżka i zagrzać:P. Niemniej wyjazd zaliczam do udanych, w tą sobotę znowu się tam wybieram, pod koniec dnia bowiem moje umiejętności zjazdowe pozwalały już czerpać z tego sportu dużo przyjemności:)
Poza tym w niedzielę Francuzki przygotowały dla nas "french dinner". Nie wiem, czy już o tym pisałem, ale naszą świecką tradycją stały się obiadki organizowane w niedzielę przez przedstawicieli każdej narodowości. Na początku Niemki zorganizowały "german dinner" z piwem i kiełbaskami, potem my (właściwie nasza koleżanka - Natalia) zorganizowała "polish dinner" z polską wódką i schabowymi, a w najbliższą niedzielę odbędzie się "finnish dinner" - spodziewam się picia wódki w saunie, ze względu na to, że nie posądzam Janne i Juho - naszych tutorów - o specjalne umiejętności kulinarne. Ale zobaczymy, pozory mylą... Wracając do tematu - dawno nie jadłem tylu dobrych rzeczy, co na obiadku u Francuzek - najpierw sałatki, potem tarty i naleśniki. Po prostu wszyscy byliśmy pod ogromnym wrażeniem, zarówno ilości potraw, jak i ich smaku.
Po weekendzie jak już pisałem, zacząłem się troszkę uczyć i nic szczególnego się nie działo. W ogóle trochę taki "martwy" tydzień ze względu na to, że większość naszej grupy uczy się do egzaminów w piątek. Niemniej myślę, że dzisiaj w końcu wyjdzie jakaś impreza - w końcu jesteśmy na wakacjach:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)