wtorek, 10 lutego 2009

Erasmus life

Moje życie ustabilizowało się tu i ułożyło w miarę regularny rytm, dlatego nic nie piszę. Codziennie wieczorem hokej/łyżwy, środa, czwartek i piątek impreza, w sobotę narty, a w niedzielę obiadki narodowe. Poza tym kilka wykładów, w wolnym czasie trochę sobie czytam, czasami napiszę jakiś esej. W każdym bądź razie w sobotę byłem na nartach swój drugi raz, tym razem zaliczyłem kilka bardziej efektownych upadków ;), ale i jazda była już znacznie lepsza. W niedzielę "finnish dinner", wbrew obawom Janne z Juho się postarali i jedzenie było naprawdę dobre, choć nie tak dużo jak u Francuzek tydzień wcześniej. Niedługo zaczyna się kolejka ponownie, a już ustaliliśmy że po moim powrocie z Polski to my z Tomkiem organizujemy "polish dinner". Poprzednio wszystko zrobiła Natalia, więc mam nadzieję że się nie skompromitujemy, zwłaszcza, że przywiozę trochę gotowych produktów. Jutro egzamin z fińskiego, niestety zupełnie nie wiem, czego się spodziewać, bo kobieta nie chciała nam dać żadnych wskazówek, dotyczących formy testu, a potem "pożegnanie Marie" - Francuzki która wraca do siebie na 3 tygodnie. W czwartek karaoke, a w piątek znowu jakieś urodziny (tu wygląda to tak, że na urodzinach jest średnio 100 osób i często nawet się za dobrze nie zna jubilata;)). Tym razem chyba narty w sobotę sobie odpuszczę ze względu na to, że chciałbym jak najwięcej rzeczy zrobić jeszcze przed wyjazdem, a poza tym muszę zrobić jakieś zakupy;). Generalnie życie ma swój rytm, co oczywiście nie oznacza, że jest nudno.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz