czwartek, 12 marca 2009

Po 2/3 mojego 10dniowego weekendu:)

Jak pisałem w poprzedniej notce, ostatnio intensywnie zwiedzam Finlandię. Jutro, o 6 rano wyjazd do Laponii, już nie mogę się doczekać, ale chcę również pokrótce opisać kilka poprzednich dni, póki wrażenia są w miarę świeże:). Ich intensywność mnie chyba dziś przytłoczyła nieco, ale na razie powoli zaczynam przezwyciężać zmęczenie. A więc od początku:


Helsinki 6-7 marca

Pomimo, że byłem w Helsinkach już drugi raz w czasie pobytu w Finlandii, zwiedzanie ich dostarczyło mi wiele przyjemności i niewiele atrakcji "zaliczyłem" po raz wtóry. W piątek, po odbiorze mojego gościa - Michała z lotniska pojechaliśmy wraz z Eriką, Kim i Mareiką (koleżankami, które zdecydowały się zwiedzać Helsinki z nami) do Suomenlinny - największej twierdzy morskiej w tej części Europy, znajdującej się na wyspach i do której płynęliśmy promem. Szczerze mówiąc, to właśnie forteca, ulokowana na skalistych wysepkach zrobiła na mnie największe wrażenie. Pogoda była w miarę ładna wieczorem, co pozwoliło docenić naturalne piękno skalistych wysepek. Stare mury, otoczone morzem, ze swoim labiryntem korytarzy robią naprawdę niesamowite wrażenie. Co ciekawe, na wyspie mieszka ok. 850 stałych mieszkańców, co wydaje mi się dziwne, zważywszy na to że prom do miasta kursuje co godzinę/pół godziny i w przypadku spóźnienia (co nam się przytrafiło;)) jest się uwięzionym na wyspie bez możliwości powrotu na stały ląd. Nie wyobrażam sobie życia w takim miejscu i naprawdę podziwiam śmiałków, którzy się na to odważyli. Po kilkugodzinnym bieganiu po skałkach w śniegu po kolana wróciliśmy do hotelu odpocząć, po czym udaliśmy się do lokalnego klubu. Z ciekawych spostrzeżeń, to kompletny brak umiejętności tańczenia u finów - czy muzyka jest szybka czy wolna, ruszają się w ten sam, pokraczny sposób. Ponadto, w barze była bójka i kilka stołów zostało wywróconych, po czym ochroniarze nie wyrzucili nikogo z baru, tylko rozdzielili krewkich imprezowiczów.

Następnego dnia mieliśmy spacer po Helsinkach wg zaplanowanej na podstawie przewodnika trasy (Jest plan i trzeba go zrealizować ;) - Petersburskie motto przyświecało nam i w Finlandii) - zobaczyłem więc wszystkie największe atrakcje, poczynając od katedry, a na niesamowitym pomniku Sibeliusa kończąc. Z rzeczy nieopisywanych wcześniej, warte wspomnienia wydaje się muzeum designu, które na mnie, miłośniku skandynawskiej prostoty, wywarło pewne wrażenie (ograniczone ze względu na mały rozmiar ekspozycji) - moje zamiłowanie do ładnych rzeczy znalazło wyraz w pragnieniu posiadania wielu przedmiotów stamtąd - urządzając własne mieszkanie wybiorę się pewnie do Finlandii, kupić nieco rzeczy z Marimekko czy Artek. Ponadto, widziałem Finlandia Talo - jeden z najważniejszych budynków Alvara Aalto - najważniejszego (przynajmniej z tego co się tutaj mówi) fińskiego architekta XX wieku, stadion olimpijski z wieżą z przepięknym widokiem, kościół i dzielnicę Kallio (w przewodniku napisane było, że ważna, dla mnie było to o tyle interesujące, że spacer tam pozwolił mi naprawdę poczuć atmosferę tego miasta) i wspomniany już pomnik Sibeliusa. Składał się on z wielu (kilkuset?) pospawanych w specyficzny sposób metalowych rur - jego modernistyczna prostota jest ciekawa, choć na pewno zwiedzający, nie będący miłośnikiem sztuki nowoczesnej (;)) będzie zawiedzony. Wieczorem odwiedziliśmy jeszcze Ice bar, który okazał się większą lodówką, za wejście do której zapłaciliśmy 10 euro, więc, jeżeli będziecie kiedykolwiek zastanawiać się czy warto odwiedzić Ice-bar w Helsinkach, odpowiedź brzmi "Nie". Wracając helsińskim tramwajem z wizyty przy pomniku Sibeliusa, poszliśmy jeszcze na prawosławną mszę, zobaczyć wnętrze Soboru Uspieńskiego. Po moskiewskich i petersburskich świątyniach, nie zrobiło to na mnie specjalnego wrażenia, ale mogę powiedzieć, że Sobór Uspieński w Helsinkach został "zaliczony". Więcej ciekawych miejsc, wartych opisania na razie nie pamiętam.


Lahti, 8 marca

Niestety, po wynikach Adama Małysza w Kuopio, żałowaliśmy, że wybraliśmy Lahti na obejrzenie skoków narciarskich, ale i tak było ciekawie. Emocji dostarczyła nam bowiem Justyna Kowalczyk, której fantastyczne zwycięstwo i dekorację mieliśmy okazję oglądać. Niestety, nie grali hymnu, ale poczuliśmy się dumni z naszej biegaczki, kiedy ona widząc polską flagę na trybunach pomachała nam ręką w czasie dekoracji:) Było to niesamowite przeżycie, które wspominał będę bardzo długo. Po dwu-trzygodzinnej przerwie (dokładnie nie pamiętam), w czasie której mieliśmy okazję zjeść kiełbaski i przespacerować się po terenie zawodów, przyszedł czas na serię próbną. Skoki Polaków pozwalały mieć nadzieję na przyzwoity wynik, niestety, zarówno Łukasz Rutkowski, jak i Adam Małysz (przeszli do drugiej serii) spisali się niespecjalnie, zajmując miejsca w trzeciej dziesiątce. Po Polakach kibicowałem oczywiście Finom, niestety, prowadzący po pierwszej serii Harri Olli zepsuł drugi skok i nie dane nam było cieszyć się ze zwycięstwa wraz z gospodarzami. Największą, po Finach grupą narodową na trybunach byli oczywiście wąsaci Polacy, w dużej mierze robotnicy z okolicznych budów. O ile na zawodach nie przynosili nam wstydu swoim dopingiem i jakoś trzymali się na nogach, o tyle po nich musieliśmy się tłumaczyć za nich Niemce i Belgijce, co nie było zbyt przyjemne. Wracając widzieliśmy na dworcu i w mieście mnóstwo pijanych rodaków, obnoszących się ze swoją narodowością i zachowujących się w mało cywilizowany sposób. Nieudolne zamawianie biletów i zataczanie się jestem jeszcze w stanie znieść, ale szczytem wszystkiego było zgubienie polskiej flagi przez jednego z polaczków. Widok polskiej flagi, poniewierającej się po dworcowej podłodze, po której wszyscy chodzą, napełnił mnie wściekłością i z radością i przyjemnością wpierdoliłbym temu kto tą flagę zostawił (niestety nie widziałem chuja). Flagę oczywiście podnieśliśmy i na razie leży u mnie w pokoju i czeka aż będę miał czas ją uprać. Bardzo smutne jest to, że jesteśmy takim narodem i że musieliśmy się wstydzić za Polaków przed Niemką - jednocześnie nie dziwię się innym nacjom, traktującym Polaków z wyższością - jak ktoś sam się nie szanuje nie może wymagać szacunku od innych.

Innym ciekawym spostrzeżeniem był rosyjski skoczek narciarski (wg Michała był to Korniłow), siedzący w dworcowej poczekalni i pilnujący kilku kompletów nart - okazuje się, że rosyjscy skoczkowie (w tym pewnie brązowy medalista z Lahti - Dmitrij Wasiliew) podróżują pociągiem, pewnie dlatego, że nie stać ich na inny środek transportu - trochę to smutne.


Savonlinna - 9 marca

Savonlinna to miasto turystyczne nieopodal Joensuu, mekka wielbicieli sportów wodnych (to było w przewodniku;)). W zimie jednak miasteczko jest puste, wczasowiczów nie widać, a pewnie ze względu na kiepską pogodę (kiepska pogoda tutaj to zachmurzone niebo i ew. śnieg - deszcz tu nie pada, a ładna to mróz i świecące słońce - taka była w niedzielę na skokach), sprawiało ponure wrażenie. Kiedy poprosiliśmy o wskazanie atrakcji turystycznych w okolicy, pani w informacji turystycznej zaznaczyła nam muzeum (które niestety było zamknięte w poniedziałki), twierdzę Olavlinna i wyspę nieopodal. Wyspa rzeczywiście była urokliwa i zapewniała ładny widok na jezioro, natomiast, jak się okazało główną atrakcją miasta jest twierdza Olavlinna. Ze względu na wspomniane już pustki, byliśmy jedynymi zwiedzającymi i przemiła pani przewodnik oprowadzała nas dwóch po muzeum. Jest to ponoć największa atrakcja turystyczna w tej części Finlandii (czego nie dało się zaobserwować) i rzeczywiście wygląda to dość fajnie - sam zamek znajduje się na wyspie, ma grube mury, a jego architektura umożliwia łatwą obronę. Ponadto, jest on całkiem nieźle zachowany, co powoduje, że zwiedzanie jest dosyć długie i przyjemne - widzieliśmy różne izby i poznaliśmy życie codzienne mieszkańców twierdzy. Generalnie, muzeum jak muzeum, nie powiem, żeby zrobiło na mnie jakieś szczególne wrażenie. Nie zmienia to faktu, że Savonlinna w lecie, tętniąca życiem, musi być ciekawym i wartym odwiedzenia miastem - niestety nie będzie mi to dane.


Jyväskylä - 11 marca


Do Jyväskylä udaliśmy się głównie w celu obejrzenia najważniejszych budynków Alvara Aalto i zwiedzenia jego muzeum - to stąd wywodził się słynny architekt. Poza tym w mieście nie ma nic ciekawego - Pani w informacji turystycznej zaznaczyła nam kilka budynków, muzeum i była strasznie zdziwiona, jak jej powiedzieliśmy że mamy 3 godziny czasu (nie wiem czy to tylko czy aż). W każdym bądź razie, muzeum Alvara Aalto było dla mnie interesujące i tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że skandynawski design to jest to czym chciałbym otaczać się w przyszłości. Samo muzeum jest interaktywne i dość ciekawe, z rzutami, zdjęciami i historią najważniejszych budynków, poza tym znajdują się tam fajne meble, zaprojektowane przez niego wraz z żoną Aino (słynna designerka przedmiotów użytkowych). Pokazało mi głównie fakt, jak bardzo genialny architekt wyprzedził swoje czasy - krzesła, podobne do tych, zaprojektowanych przez niego w latach 30 stoją w pokoju w mieszkaniu moich rodziców, a kampus Uniwersytetu w Joensuu, którym tak zachwycałem się w jednym z pierwszych postów jest podobny do tego w Jyväskylä, autorstwa Alvara Aalto. Ponadto, wiele innych budynków, przypominało projekty tego architekta, których prostota jest piękna i nowoczesna. Do dnia dzisiejszego, architektura nowoczesnych budynków w Finlandii jest inspirowana jego projektami.
Poza muzeum i kilkoma budynkami w mieście nie było nic ciekawego, a niestety jako takie jest ono dość szare i brzydkie. Nie żałuję jednak wizyty w nim - warto było pojechać dla samego muzeum i możliwości dowiedzenia się czegoś więcej o najsłynniejszym fińskim architekcie.



PS. Ciekaw jestem, czy ktoś z czytelników doczytał posta do końca;)
PPS. Przepraszam za nieco chaotyczny styl, ale jestem już strasznie zmęczony, a za 3h wstaję na wycieczkę do Laponii, dlatego moją wczorajszą wyprawę do Ilomantsi i Mekrijärvi opiszę w następnym poście - i tak muszę to zrobić, żeby dostać 1 punkt ECTS, przysługujący mi za uczestnictwo w wycieczce.

3 komentarze:

  1. Ciekawe. Także da się przeczytać:P Miłego podróżowania

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam:]. Czekam na ciśg dalszy:P.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja też dotarłem do końca:D

    ECTSy za wycieczki? Fajnie ;]

    OdpowiedzUsuń