Ostatnio mało piszę strasznie, co nie znaczy że nic się nie dzieje. Po prostu skupiam się na innych rzeczach (w zeszłym tygodniu imprezy, w tym troszeczkę zacząłem się uczyć). W sobotę byliśmy ze znajomymi na nartach w Parku Narodowym Koli (przepiękne miejsce ok. godzinę drogi od Joensuu). Park ten jest trochę pagórkowaty, a ze wzgórz, z których zjeżdżaliśmy roztacza się przepiękny widok na jezioro Pielinen (czwarte co do wielkości jezioro w Finlandii). Niesamowicie wygląda ono szczególnie teraz, gdy jest zamarznięte i przykryte śniegiem. Co ciekawe lód na nim jest na tyle gruby, że widzieliśmy samochody jeżdżące po zamarzniętym jeziorze i nic nie pękało:)
Na szczęście w czasie nauki jazdy na nartach za bardzo się nie poobijałem, choć oczywiście zaliczyłem kilka upadków. Bardziej dokuczliwy był dwudziestostopniowy mróz, który nie przeszkodził nam jednak zjeżdżać cały dzień:). Niestety po powrocie do domu miałem siłę już tylko położyć się do łóżka i zagrzać:P. Niemniej wyjazd zaliczam do udanych, w tą sobotę znowu się tam wybieram, pod koniec dnia bowiem moje umiejętności zjazdowe pozwalały już czerpać z tego sportu dużo przyjemności:)
Poza tym w niedzielę Francuzki przygotowały dla nas "french dinner". Nie wiem, czy już o tym pisałem, ale naszą świecką tradycją stały się obiadki organizowane w niedzielę przez przedstawicieli każdej narodowości. Na początku Niemki zorganizowały "german dinner" z piwem i kiełbaskami, potem my (właściwie nasza koleżanka - Natalia) zorganizowała "polish dinner" z polską wódką i schabowymi, a w najbliższą niedzielę odbędzie się "finnish dinner" - spodziewam się picia wódki w saunie, ze względu na to, że nie posądzam Janne i Juho - naszych tutorów - o specjalne umiejętności kulinarne. Ale zobaczymy, pozory mylą... Wracając do tematu - dawno nie jadłem tylu dobrych rzeczy, co na obiadku u Francuzek - najpierw sałatki, potem tarty i naleśniki. Po prostu wszyscy byliśmy pod ogromnym wrażeniem, zarówno ilości potraw, jak i ich smaku.
Po weekendzie jak już pisałem, zacząłem się troszkę uczyć i nic szczególnego się nie działo. W ogóle trochę taki "martwy" tydzień ze względu na to, że większość naszej grupy uczy się do egzaminów w piątek. Niemniej myślę, że dzisiaj w końcu wyjdzie jakaś impreza - w końcu jesteśmy na wakacjach:)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
O kurcze, to znaczy, że przegapię Twój drugi raz na nartach :(
OdpowiedzUsuńI sorry za "psucie PR", LOL.
Oj, przestań z tym PR to był żart tylko dla Ciebie:)Mam nadzieję że go właściwie zrozumiałaś. Zawsze możesz przyjechać na trzeci - dam znać kiedy.
OdpowiedzUsuń