Dziś będzie mało wyjazdowo - bardziej garść moich osobistych przemyśleń na tematy społeczno-ekonomiczne.
W czasach kryzysu (domniemanego?) szczególnym zainteresowaniem cieszą się proste rozwiązania, które spowodują rozwiązanie wszystkich problemów gospodarki. Pisząc przed kilkudziesięcioma minutami esej nt. przyczyn i skutków kryzysu rosyjskiego 1998 z zaskoczeniem przyjąłem pozytywne oceny polityki rosyjskiego banku centralnego po kryzysie - to był atak pierwszego keynesisty w dniu dzisiejszym. Otóż po ponownym powołaniu na prezesa CBR (btw. strona CBR wygląda gorzej niż Wirtualny Dziekanat SGH) pod koniec 1998 Wiktora Geraszczenko nastąpiło znaczne poluzowanie polityki monetarnej, a CBR skupił się na utrzymywaniu niskiego kursu rubla względem dolara, w celu utrzymania konkurencyjności przedsiębiorstw. Tym razem się udało - inflację ustabilizowała się na względnie niskim (choć wciąż dwucyfrowym) poziomie, a gospodarka kwitła. W jednym z paperów, czytam, że "Serious inflationary consequences were only averted due to the coincidence of rising budget surpluses and increasing monetization.". Brzmi rozsądnie - restrykcyjna polityka fiskalna obniża inflację, a rosnąca monetyzacja (tak to się tłumaczy?) oznacza, że coraz więcej przedsiębiorstw i osób prywatnych używa gotówki w swoich rozliczeniach (zaraz po kryzysie większość wymiany między przedsiębiorstwami odbywała się na zasadzie barteru). O ile, obniżanie inflacji przez zaostrzanie polityki fiskalnej można było przewidzieć (i w związku z tym pozwolić sobie na bardziej restrykcyjną politykę monetarną), o tyle rosnąca monetyzacja gospodarki była dla CBR jak prezent od świętego Mikołaja, który pozwolił uniknąć wyższej inflacji. Co więcej, myślę, że w tak politycznie niestabilnym środowisku - jakim była Rosja po kryzysie 1998, balansowanie na granicy hiperinflacji było bardzo niebezpieczne - jeden nieodpowiedzialny rząd, który wyłamał by się z anty-inflacyjnej "umowy społecznej" i nieszczęście w postaci hiperinflacji (i jej skutków, włącznie z powtórką sierpnia 1998) spadłoby na rosyjską gospodarkę. Dlatego dziwi mnie pochwała niektórych badaczy dla tej polityki, która szczęśliwie nie wyrządziła większych szkód. Niedostrzeganie zagrożeń, z niej wypływających jest typowe dla pierwszego Keynesisty, który zaatakował mnie w dniu dzisiejszym.
Zmiana polityki fiskalnej po kryzysie rosyjskim opierała się z kolei na jej zacieśnieniu. Nieodpowiedzialne rozdęcie deficytu budżetowego było podstawową przyczyną bankructwa Rosji i wynikających z tego problemów. W pokryzysowej polityce głównym źródłem oszczędności był podatek inflacyjny (świadczenia społeczne i pensje w sektorze publicznym nie rosły nominalnie, pomimo inflacji). Ponadto na szybkie osiągnięcie nadwyżki budżetowej wpłynęło uproszczenie podatków przez Putina (podatek liniowy 13%, rezygnacja z ulg), prezent w postaci monetyzacji (przy wymianie barterowej między przedsiębiorstwami łatwiej było uniknąć podatku) i oczywiście wzrost cen surowców. Restrykcyjna polityka fiskalna była możliwa do przeprowadzenia ze względu na "anti-inflationary consensus" i jednomyślną zgodę wszystkich partii politycznych na nie zwiększanie wydatków budżetowych. Pozwoliła ona zwiększyć wiarygodność Rosji w oczach inwestorów (do czego w dużej mierze przyczyniło się ustabilizowanie inflacji). Ponadto, w gospodarce zaobserwowano "'crowding-in' effect", polegający na tym, że wobec niskiej emisji bonów skarbowych, przedsiębiorstwa zwiększały inwestycje, nie mogąc osiągnąć wysokich stóp zwrotu z aktywów finansowych. Wszystko to razem doprowadziło do szybkiego wzrostu gospodarczego i odrodzenia się Rosji po kryzysie.
Dlaczego o tym piszę? Patrząc na tłumy, wiwatujące na cześć Obamy myślę, że duża część osób wierzy w proste rozwiązania, które zaproponował. Tłum, zgromadzony przed Białym Domem, wierzy, że dzięki inwestycjom publicznym wszystkim będzie żyło się lepiej. Dlaczego tego typu polityka niczego nie zmienia dość jasno wyjaśnia Greg Mankiw na swoim blogu, a także artykuły, które cytuje, ja natomiast chciałbym się skupić na pewnych implikacjach, które wynikają z doświadczeń kryzysu rosyjskiego dla Polski w obecnym czasie. Jakkolwiek, sytuacja obecnie jest zupełnie inna (na szczęście:):)) można zaobserwować pewne zależności, które pokazują, dlaczego państwo wcale nie powinno zwiększać swojej roli w gospodarce. Ekspansja fiskalna nie przyniesie niczego dobrego, gdyż w obliczu napływu środków z funduszy strukturalnych, efektywne wydanie dodatkowych pieniędzy stanowiłoby nie lada problem (nieefektywne wykorzystanie nie ma sensu, gdyż nie podnosi dobrobytu). Tymczasem, zacieśnienie polityki fiskalnej może pomóc Polsce w odzyskaniu zaufania zagranicznych inwestorów i w konsekwencji umocnienia się osłabiającej złotówki i złagodzenia negatywnych skutków kryzysu dla polskiej gospodarki. Tym, czego potrzebujemy jest w tym momencie redukcja deficytu budżetowego - zwiększanie go w tym momencie ogranicza pole manewru w razie potencjalnych, większych problemów.
To tyle nocnych przemyśleń. Dobranoc:)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz