Dzisiaj z rana wyruszyłem i na poszukiwanie używanych rzeczy w sklepach typu "second hand". Tutaj wygląda to tak, że jest wielki magazyn, w którym wykładane są rzeczy, które normalni ludzie wynoszą do śmietnika. Jest wszystko - rowery, meble, naczynia, zabawki, ubrania, w stanie delikatnie mówiąc pozostawiającym wiele do życzenia. Ubrania są często poplamione i tak znoszone, że nawet po domu bym ich nie założył. Rowery, które oglądałem, co prawda były tanie (5-20 eur), ale niestety ich stan nie gwarantował nawet dojechania do domu. W większości były poprzebijane dętki, pourywane linki od przerzutek i hamulców, poszczerbione korbowody, a ramy były zardzewiałe. Co ciekawe, nie udało się znaleźć roweru za trochę więcej (przyjmijmy 40-50 eur), ale w stanie nadającym się do użytku - może zostały już wykupione, a może po prostu nikt ich nie sprzedaje. Trochę mnie przeraża myśl o kupieniu roweru za 5 czy 10 eur i zainwestowaniu 30 w doprowadzenie go do stanu używalności, ale niestety chyba tak będę musiał zrobić. Tomek (który jest w naszej grupie i którego poznałem już pierwszego dnia w Joensuu) zarezerwował 1 za 10 euro, ale schodziło powietrze z kół,a przerzutki i hamulce nie działały. Większość osób wypożycza rowery - są one w trochę lepszym stanie, ale i tak psują się średnio co 2-3 dni. Co prawda, są bezpłatnie naprawiane przez pracowników firmy wypożyczającej, ale jeżdżenie na rowerze w którym za chwilę coś się znowu zepsuje jest średnią przyjemnością. Poza tym rower kupiony za kilka-kilkanaście euro w razie czego można wyrzucić gdzieś w krzaki i wrócić piechotą, a wypożyczony trzeba zwrócić. Poza tym myślę o zakupie nart biegowych - jest to popularny sport tutaj i fajny sposób na zwiedzanie kraju - ale jeszcze pomyślimy nad tym ze znajomymi.
Myślę że tego typu sklepy są kolejnym, po specyficznym sposobie picia wódki (straszne ukrywanie butelki, żeby broń boże nikogo nie poczęstować) potwierdzeniem skąpstwa Finów. Zarabiając kilka tysięcy euro miesięcznie, Finowie kupują rzeczy, które w biednej Polsce wyrzuca się na śmietnik. Owszem, czasami udaje się znaleźć coś w porządnym stanie, ale najczęściej te rzeczy wyglądały tragicznie, a kosztowały naprawdę grosze (np. łyżwy - 3 eur, dla porównania pizza - 5 eur, niesmaczny obiad w studenckim barze ze zniżką - 2,5 eur). Nie wiem, może to kwestia dbałości o środowisko, może oszczędności, w każdym bądź razie gdybym był Finem, raczej bym się tam nie zaopatrywał (nawet w Polsce, kupując rzeczy używane, szukam produktów lepszej jakości).
Drugie spostrzeżenie, tym razem pozytywne, związane jest z wizytą w bibliotece. Zgodnie z przewidywaniami (jakkolwiek optymistycznymi) znalazłem 2 książki, które chciałem przeczytać, a których w Polsce nie można wypożyczyć, ani nie ma ich w PDFie. Bez problemu udało mi się zabrać je do domu na miesiąc, więc mam nadzieję przez 6 miesięcy odpocznę od czytania książek na komputerze. Poza tym, mam z domu, na uczelniany login i hasło dostęp do wszystkich baz naukowych (najbardziej interesujące dla mnie to JSTOR i ScienceDirect), ale jestem pewien, że bez trudu znajdę również inne, potrzebne papery w formie elektronicznej. Biblioteka SGH niestety przegrywa z tą w przedbiegach i uważam, że jest to jeden z czynników, przez które polskie uczelnie jeszcze długo będą okupować ostatnie miejsca wszelakich rankingów (choć nie ma co narzekać, 15 lat temu bez internetu to dopiero było ciężko:)).
Trzecia sprawa to odwilż - niesety dzisiaj, pierwszy raz od mojego przyjazdu tutaj zaczął topnieć śnieg. Przez to ulice zrobiły się czarne, a więc już nie wyjdą takie ładne zdjęcia (musicie jeszcze poczekać;)), a poza tym jest nieprzyjemnie, bo wszędzie jest dużo wody. Mam nadzieję, że mrozy szybko wrócą.
Na razie tyle, wieczorem idę wypróbować okoliczne lodowiska:)
@Iza: Finów też na razie poznałem tylko 4. W środę mam zajęcia, Procesy Stochastyczne (co prawda robiłem to na sghu, ale po pierwsze w 100% wszystkiego nie zrozumiałem, po 2 moja jedyna możliwość kontaktu z troszkę bardziej skomplikowaną matematyką na uczelni, po 3 chcę zobaczyć jak to robią tutaj, a po 4 procesów stochastycznych nigdy za wiele:)), więc może jakichś poznam. Dziś był tylko Finnish I w 60-osobowej grupie (!), więc niestety jeszcze nie:P.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Muszę przyznać że masz dużą lekkość pisania. Ale nie wywalaj rowerów w krzaki, bo to brzydko.
OdpowiedzUsuńNie przeczytalam jeszcze calego posta, ale Janek, po co Ci rower jesli kupiles bilet miesieczny? Przestaniesz go uzywac? Bo ja to mam zamiar kupic rower w marcu, jak sie moze choc troche ociepli...
OdpowiedzUsuń