czwartek, 15 stycznia 2009

Nareszcie udało mi się odkopać laptopa spod stosu butelek, pozostałych po przedwczorajszej biforce. To piwo tutaj jest w takich małych buteleczkach i ma tak mało procent, że przeciętnie pijemy 6-7 na osobę przed wyjściem. Mnożąc to przez 8 czy 9 obecnych osób, możecie sobie wyobrazić, że wykopanie komputera nie było łatwym zadaniem, no ale dałem radę;)

Miałem napisać tą notkę już wczoraj, ale nie dałem rady nawet włączyć komputera pomiędzy zajęciami i wyjściem. Może to i dobrze, przynajmniej jest więcej opisywania. Dzisiaj poszedłem na swój drugi wykład na uczelni - trochę przysypiałem co prawda (wróciłem wczoraj po 5 - po to mi między innymi rower:)) ale fińskie rześkie powietrze (dziś już -7:D) szybko mnie orzeźwiło i jak tylko wykład się skończył Morfeusz uciekł do cieplejszych krajów, a ja mogłem udać się do centrum - do banku i na targ. Pani w banku niestety średnio władała angielskim, a poza tym chciała mi wcisnąć konto bez karty. Nie mogła zrozumieć, po co mi karta do bankomatu, skoro i tak mogę wypłacać pieniądze na dole w okienku (już zapomniałem jak to się robi), a poza tym na pewno mam jakąś polską kartę i przecież mogę używać jej do wypłacania pieniędzy z bankomatu. Na szczęście udało mi się wytłumaczyć jej, że chcę kartę i mam nadzieje w przyszłym tygodniu moje konto będzie już działać. Poszedłem też na rynek - nigdy nie byłem w centrum tak wcześnie i dzisiaj dopiero zobaczyłem, że na centralnym placu miasta odbywa się bazar. Można tam kupić prawie wszystko - ubrania, jedzenie, zabawki czy art. papiernicze - nie różni się to zbytnio od targu w Polsce. Odniosłem swój pierwszy mały sukces - udało mi się dogadać ze sprzedawcą po fińsku, z czego jestem niezmiernie dumny:P

Wykłady (zarówno dziś i wczoraj) jak wykłady - nic nadzwyczajnego, poza tym za dużo nie da się chyba powiedzieć po dwóch. Pożyjemy, zobaczymy. Wiem już natomiast, że za bardzo fińskiego się tu na zajęciach nie nauczę:( Niestety, w grupie jest 60 osób (nawet jak się kilkanaście wykruszy to nic się nie zmieni), a typ zadań taki jak zazwyczaj na zajęciach językowych. Tzn. robimy jakieś trywialne zadanie, potem je strasznie powoli sprawdzamy. Albo "no to teraz porozmawiajcie sobie po fińsku w parach"! Oczywiście, każdy rozmawia, tylko że niekoniecznie po fińsku i już raczej na pewno nie mówi ile ma lat, albo gdzie mieszka. Więc generalnie na sali panuje chaos, a kobieta chociaż się stara, to nie jest w stanie nad nami zapanować. W konsekwencji półtorej godziny jest wykorzystane średnio efektywnie. Co więcej, fińskiego jest tylko 15 godzin, a i to z przerwami (podobno następne zajęcia mamy dopiero w lutym), co jest zaprzeczeniem jakichkolwiek zasad nauczania języka obcego. Generalnie jestem strasznie zły, że uczelnia potraktowała nas w ten sposób - najpierw zachęcają do nauki fińskiego, a potem nie mogą poświęcić nam tyle czasu, żeby to miało jakikolwiek sens. No ale nic, najprawdopodobniej skończy się to jakimś prostym testem i 3 ECTS do przodu. Szkoda tylko, że nic nie wynieśliśmy z tych zajęć...

Środek tygodnia okazał się imprezowy - mieliśmy 2 imprezy z rzędu, co powoduje, że dziś jestem już nieco zmęczony. Poza tym tu (w Finlandii?? czy na Erasmusie? - nie wiem) imprezy zaczynają się bardzo wcześnie - my byliśmy wczoraj umówieni na 18.30. Powoduje to, że zaraz po zajęciach trzeba się przygotowywać do imprezy i nie ma na nic czasu. We wtorek po kilku piwach podjąłem próbę rozmowy z Niemkami po niemiecku - jak dowiedziały się że się uczyłem, to chciały używać swojego ojczystego języka. Jej reakcje na mój niemiecki ("Oh, it's so cute!") świadczą o tym że prawie wszystko już niestety zapomniałem, ale cóż, życie...

Poza tym wróciły mrozy i śnieg:) Jeszcze nigdy tak się nie cieszyłem z powrotu ujemnej temperatury. Poza tym pada piękny biały puch, więc będziemy mieli nastrojowe jeżdżenie na łyżwach wieczorem.

@Iza: Rower mi teraz potrzebny, żeby jeździć na wycieczki do lasu czy po jeziorze i wracać z imprez. Poza tym wiesz, jak tu komunikacja kursuje - często trzeba użyć jakiegoś innego środka transportu. Boję się, że potem nie będę miał już czasu szukać roweru, a poza tym niczego już nie będzie do wyboru.

PS. Zaobserwowałem, że są dwa rodzaje second-handów - tanie (takie jak opisywałem) i trochę droższe, gdzie są rzeczy lepszej jakości. Generalnie wybór tego typu rzeczy i sklepów jest znacznie większy niż w Polsce.

1 komentarz:

  1. Imprezy o 18.30 to zaczynaja sie chyba w Joensuu. chyba ze masz na mysli biforki, bo tu ludzie do klubow ida ok.23 (bede sie mscic za picase :P)

    OdpowiedzUsuń